Idzie, idzie Podbeskidzie! Awans do Betclic 1. Ligi stał się faktem. „Górale” po ciężkich bojach w drugiej lidze, gdzie poziom sędziowania, organizacji meczów, ale przede wszystkim drużyn jest znacznie niższy. Podbeskidzie to drużyna, która niespodziewanie w połowie sezonu stała się jedną z ekip biorących czynny udział w walce o wejście do strefy barażowej. Nie ciężko odnieść wrażenia, że ogromny wpływ na to miał Marcin Włodarski, który kompletnie odmienił sposób gry spod Klimczoka. W klubie postawiono na reorganizację struktur akademii, postawiono na transfery z myślą o przyszłości i zadbano o nowych sponsorów, którzy mocno są powiązani z lokalnym klubem.
Prawdziwy majstersztyk transferowy
Jak już pisałem w swoim ostatnim artykule poświęconym Podbeskidziu, klub nie próżnował. Do klubu dołączyło 8 nowych zawodników oraz Kamil Sochań i Krzysztof Kolanko. Wszyscy Ci zawodnicy mają ogromną piłkarską jakość i dołączyli do klubu w celu zapewnienia stabilności w kontekście rywalizacji i przyszłości klubu. W klubie trener do dyspozycji ma aktualnie dwóch zawodników na każdą pozycję. Jest to ogromny komfort i możliwość rotacji podczas sezonu. Zapewnia to również balans pomiędzy samymi piłkarzami, którzy poprzez rywalizację będą w stanie utrzymać pełną koncentrację i formę od początku do końca rozgrywek.

Transfery przychodzące
Daniel Pietraszkiewicz
Pietraszkiewicz to ofensywny pomocnik, który najlepiej funkcjonuje w roli zawodnika operującego między liniami. Nie ogranicza się do rozgrywania piłki – często schodzi głębiej po futbolówkę, aby rozpocząć akcję i następnie pojawić się w okolicach pola karnego. Wyróżnia go bardzo dobre ostatnie podanie, umiejętność gry w półprzestrzeniach oraz wysoka kultura techniczna. Potrafi przyspieszyć tempo ataku jednym kontaktem z piłką, a dzięki odpowiedniemu poruszaniu się regularnie znajduje wolne sektory boiska. Atutem są również stałe fragmenty gry i liczby, które od kilku sezonów utrzymują się na wysokim poziomie.
Największym mankamentem jest gra bez piłki w fazie obronnej. Nie jest pomocnikiem nastawionym na agresywny pressing czy dużą liczbę odbiorów. Czasami brakuje mu także fizyczności w pojedynkach z silniejszymi rywalami.
Kibice Sandecji zgodnie podkreślali, że był jednym z liderów ofensywy i zawodnikiem, od którego zaczynała się większość groźnych akcji. Wielu uważało jego odejście za jedną z największych strat klubu przed nowym sezonem.
Kacper Smoliński
Smoliński to ofensywny pomocnik, który najlepiej odnajduje się między liniami rywala. Lubi mieć piłkę przy nodze, często schodzi głębiej po rozegranie i potrafi przyspieszyć akcję jednym podaniem. Jest zawodnikiem dobrze wyszkolonym technicznie, swobodnie operuje w ciasnych sektorach boiska i nie boi się gry pod presją. Dzięki doświadczeniu z Ekstraklasy dobrze rozumie grę pozycyjną, a jego uniwersalność pozwala występować zarówno jako klasyczna “dziesiątka”, jak i jeden z bardziej ofensywnie usposobionych środkowych pomocników. Do jego największych atutów należą technika użytkowa, przegląd pola i kreatywność. Zdarza mu się jednak tracić regularność, a rozwój w ostatnich latach wyhamowały kontuzje. W grze bez piłki nie jest zawodnikiem dominującym fizycznie.
Kibice Pogoni Szczecin od początku widzieli w nim spory talent i liczyli, że stanie się ważnym zawodnikiem pierwszego zespołu. Ostatecznie wielu uważało, że nie wykorzystał w pełni swojego potencjału, choć jednocześnie podkreślano, że umiejętności piłkarskich nigdy mu nie brakowało.
Oskar Sewerzyński
Sewerzyński jest typowym defensywnym pomocnikiem, który bazuje na odpowiednim ustawieniu i zabezpieczaniu przestrzeni przed linią obrony. Dobrze czyta grę, skutecznie skraca pole przeciwnikowi i potrafi wygrywać pojedynki w środkowej strefie boiska. Nie jest efektowny, ale wykonuje wiele pracy, która często pozostaje niezauważona w statystykach. W razie potrzeby może również występować jako środkowy obrońca.
Jego mocnymi stronami są odbiór piłki, gra w kontakcie i dyscyplina taktyczna. Mniej wnosi natomiast w fazie kreowania akcji. Nie należy do pomocników, którzy często łamią linie podań czy podejmują ryzyko w rozegraniu.
Aleksander Iwańczyk
Iwańczyk to środkowy pomocnik nowoczesnego profilu. Dobrze czuje się w grze kombinacyjnej, chętnie pokazuje się do rozegrania i potrafi utrzymać wysokie tempo wymiany podań. Jego największym atutem jest inteligencja boiskowa oraz umiejętność odnajdywania wolnych przestrzeni. Mimo młodego wieku nie unika odpowiedzialności za prowadzenie gry. Do poprawy pozostaje przede wszystkim gra fizyczna oraz większa intensywność w odbiorze piłki. Potrzebuje również regularnych występów, aby nabrać doświadczenia na poziomie seniorskiej piłki.
Kibice ŁKS-u traktowali go jako jednego z ciekawszych wychowanków akademii. Wielu uważało, że wypożyczenie lub transfer do klubu, w którym będzie regularnie grał, może znacząco przyspieszyć jego rozwój.
Toki Hirosawa
Hirosawa jest skrzydłowym, który bazuje przede wszystkim na dynamice i grze jeden na jednego. Bardzo często szuka pojedynków z obrońcami, schodzi do środka na lepszą nogę i potrafi przyspieszyć akcję dzięki dobremu prowadzeniu piłki. Jest aktywny również bez futbolówki, często zmienia pozycje i daje zespołowi głębię w ataku.
Jego największymi atutami są szybkość, drybling i odwaga w ofensywie. Zdarza mu się jednak podejmować zbyt ryzykowne decyzje pod bramką przeciwnika, a skuteczność wykończenia akcji wciąż pozostaje elementem wymagającym poprawy.
Arkadiusz Kasperkiewicz
Kasperkiewicz to środkowy obrońca opierający swoją grę na doświadczeniu i odpowiednim ustawieniu. Bardzo dobrze czyta grę, potrafi przewidywać rozwój akcji i rzadko podejmuje niepotrzebne ryzyko. Jest również pewnym punktem przy wyprowadzaniu piłki oraz skutecznie radzi sobie w pojedynkach powietrznych. To zawodnik, który wnosi do defensywy spokój i organizację.
Największymi atutami są gra głową, ustawienie i umiejętność kierowania linią obrony. Mankamentem pozostaje szybkość na dłuższym dystansie, dlatego najlepiej funkcjonuje w odpowiednio zorganizowanym bloku defensywnym. Kibice Bruk-Betu Termaliki cenili go za profesjonalizm i stabilną formę. Wielu uważało, że przy pełnym zdrowiu był jednym z pewniejszych punktów defensywy.
Yauheni Shylkavka
Białoruski napastnik jest klasyczną “dziewiątką”, która dobrze odnajduje się w polu karnym. Potrafi utrzymać piłkę tyłem do bramki, wygrać pojedynek z obrońcą i stworzyć przestrzeń partnerom. Jest silny fizycznie, dobrze gra w powietrzu i regularnie dochodzi do sytuacji strzeleckich. Swoją wartość potwierdził zarówno w Ekstraklasie, jak i w poprzednim sezonie 2. ligi.
Jego mocnymi stronami są wykończenie akcji, gra głową oraz walka o górne piłki. Nie bazuje jednak na szybkości i zdecydowanie lepiej czuje się w ataku pozycyjnym niż w grze opartej na kontratakach. Problem jednak w tym, że przez ostatnie miesiące nie mógł udowodnić swojej przydatności. Grał w rozbitej drużynie Zagłębia Sosnowiec, która na każdej pozycji zawodziła i przypieczętowała spadek do 3. Ligi w ostatniej kolejce sezonu.
Krzysztof Kolanko i Kamil Sochań
W przypadku obu zawodników trudno mówić już wyłącznie o perspektywicznych młodzieżowcach. Zarówno Kamil Sochań, jak i Krzysztof Kolanko bardzo szybko zapracowali na zaufanie sztabu oraz sympatię kibiców Podbeskidzia, stając się jednymi z ulubieńców trybun. Klub również nie ukrywa, że wiąże z nimi duże nadzieje, o czym świadczą decyzje podjęte przed nowym sezonem.
Sochań ponownie został wypożyczony z Zagłębia Lubin, co pokazuje, że zarówno Podbeskidzie, jak i sam zawodnik widzą korzyści z dalszej współpracy. To nowoczesny środkowy obrońca, który bardzo dobrze odnajduje się w budowaniu akcji od własnej bramki. Pewnie wyprowadza piłkę, nie boi się progresywnych podań i zachowuje spokój pod pressingiem. W defensywie wyróżniają go agresja w odbiorze, waleczność oraz charakter, dzięki czemu nie odpuszcza żadnego pojedynku. Mimo dobrych warunków fizycznych jest również szybki i mobilny, co pozwala mu skutecznie asekurować partnerów. W Bielsku panuje przekonanie, że ma wszelkie predyspozycje, aby w przyszłości grać na znacznie wyższym poziomie.
Jeszcze większym zaufaniem klub obdarzył Krzysztofa Kolankę. Podbeskidzie zdecydowało się wykupić pomocnika z Zagłębia Lubin za rekordową w historii klubu kwotę transferową, a następnie związało go kontraktem obowiązującym aż do 2030 roku. To jasny sygnał, że ma być jednym z fundamentów zespołu na najbliższe lata. W poprzednim sezonie wyrósł na jednego z liderów drużyny i został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu przez kibiców. Na boisku imponuje jakością techniczną, szybkością i odwagą w grze jeden na jednego. Jest przebojowy, potrafi przełamać pressing rywala zarówno dryblingiem, jak i prowadzeniem piłki, a przy tym nie unika walki i intensywnej gry w odbiorze. Mimo młodego wieku bierze odpowiedzialność za zespół i właśnie dlatego wielu kibiców uważa go za jednego z najważniejszych zawodników obecnego Podbeskidzia.
Transfery wychodzące
W tej sekcji artykułu będzie krótko zwięźle i na temat. Lista zawodników, którzy po awansie do Betclic 1. Ligi pożegnali się z Podbeskidziem, nie wywołała wśród kibiców większych emocji. Trudno mówić tutaj o stratach, które mogłyby znacząco osłabić zespół Marcina Włodarskiego. Większość rozstań była naturalną konsekwencją budowania nowej kadry i podnoszenia jakości zespołu po awansie. Z tymi nazwiskami nie wiąże się w Bielsku większa historia, dlatego trybuny raczej przyjęły te decyzje ze spokojem.
Jednym z rozczarowań był przypadek Jarosława Czerwika. Zawodnik przychodził do Podbeskidzia z opinią piłkarza, który może wnieść rywalizację na skrzydle i dać drużynie dodatkową jakość w ofensywie. Oczekiwania wobec niego były większe, jednak od początku nie potrafił ich spełnić. Brakowało mu regularności, przebojowości oraz liczb, które uzasadniałyby jego obecność w zespole walczącym o awans. Ostatecznie nie udało mu się wywalczyć mocnej pozycji w drużynie i jego odejście nie było dla kibiców dużym zaskoczeniem.
Pozostali zawodnicy w większości przypadków mieli problemy zdrowotne, które mocno ograniczyły ich wpływ na zespół. Kontuzje sprawiły, że nie byli w stanie na dłużej wejść na odpowiedni poziom i stać się ważnymi postaciami drużyny. Przy zmianie ligowego poziomu oraz zwiększeniu konkurencji w kadrze klub zdecydował się na inne rozwiązania.
🔚 Informujemy, że Krystian Wieczorek, Maciej Górski, Richard Nagy i Radosław Kanach nie będą już reprezentować barw Podbeskidzia. Ich wygasające z końcem sezonu kontrakty nie zostaną przedłużone na kolejne rozgrywki.
𝗜𝗡𝗙𝗢: https://t.co/C8980PKcUk pic.twitter.com/fNCJq1ZjOB
— TS Podbeskidzie S.A. (@TSP_SA) June 13, 2026
Najwięcej kontrowersji wzbudzała jednak postać Macieja Górskiego. Napastnik przychodził do Podbeskidzia z dużym doświadczeniem i dorobkiem ponad stu bramek w seniorskiej piłce, dlatego oczekiwania wobec niego były naturalnie wysokie. Problem w tym, że na boisku nie potrafił nawiązać do swoich najlepszych lat. Zamiast być liderem ofensywy i zawodnikiem, który swoim doświadczeniem pomoże młodszym kolegom, często stawał się obiektem krytyki i żartów ze strony części kibiców. Jego historia pokazuje, że sama przeszłość i liczby zdobyte wcześniej nie zawsze przekładają się na aktualną dyspozycję.
***
Ostatecznie odejścia tych zawodników można traktować jako element przebudowy zespołu. Podbeskidzie postawiło na młodszych, bardziej głodnych sukcesu piłkarzy, którzy lepiej pasują do intensywnego stylu Marcina Włodarskiego. W Bielsku nikt nie będzie długo rozpamiętywał tych rozstań, bo nowa kadra daje kibicom znacznie więcej powodów do optymizmu.
Mecze kontrolne na plus
Okres przygotowawczy często nie daje pełnego obrazu drużyny, ale pozwala zobaczyć pewne tendencje: kto szybko wchodzi w zespół, jak wyglądają nowe mechanizmy gry i nad czym jeszcze trzeba pracować. W przypadku Podbeskidzia sparingi przed startem sezonu pokazały przede wszystkim jedną rzecz – „Górale” mają większą jakość niż w poprzednich rozgrywkach, ale wciąż zdarzają im się momenty dekoncentracji w defensywie. Bilans czterech spotkań to dwa zwycięstwa i dwa remisy.
Pierwszym sprawdzianem było starcie z Zagłębiem Sosnowiec. Już w tym meczu było widać, że Podbeskidzie dysponuje większym potencjałem piłkarskim i potrafi dłużej utrzymywać się przy piłce, a różnica poziomów była widoczna szczególnie w organizacji gry ofensywnej. Problemem pozostawały jednak proste błędy, które pozwalały przeciwnikowi wrócić do spotkania. Podbeskidzie dwukrotnie „podpinało” Zagłębie do prądu i dawało mu szanse na walkę o korzystniejszy wynik. Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 2:2, choć momentami można było odnieść wrażenie, że przy większej koncentracji bielszczanie mogli zamknąć ten mecz zdecydowanie wcześniej.
Kolejny sparing z Banikiem Ostrawa B wyglądał już znacznie lepiej. Podbeskidzie było bardziej poukładane, szybciej reagowało po stracie i pokazało większą kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Widać było także jakość nowych zawodników. Szczególnie pozytywnie zaprezentował się Oskar Sewerzyński, który bardzo dobrze wyglądał w pressingu, nie odpuszczał w pojedynkach i skutecznie pracował w grze kontaktowej. Jego agresja w odbiorze i umiejętność wygrywania starć mogą być ważnym elementem zespołu Marcina Włodarskiego. Mimo dobrej gry ponownie pojawił się jednak problem błędów w obronie – jedna chwila nieuwagi wystarczyła, aby Banik zdobył bramkę. Ostatecznie Podbeskidzie wygrało 2:1, ale sam wynik był mniej istotny niż sposób funkcjonowania zespołu.
***
Najtrudniejszym testem była konfrontacja z Wisłą Kraków. „Biała Gwiazda” pokazała większą jakość przy piłce, lepiej kontrolowała tempo spotkania i było widać różnicę poziomów między zespołem, który jeszcze niedawno walczył o najwyższe cele, a beniaminkiem pierwszej ligi. Podbeskidzie miało problemy z dłuższym utrzymaniem się przy futbolówce i kreowaniem sytuacji, ale potrafiło wykorzystać swoją szansę. Kapitalne uderzenie Oskara Tomczyka przesądziło o zwycięstwie 1:0 w dość wyrównanym i momentami spokojnym spotkaniu.

Ostatni sparing z Bruk-Betem Termalicą również nie należał do najbardziej efektownych, ale pokazał, że Podbeskidzie potrafi rywalizować z zespołem z ekstraklasową przeszłością. Na tle dopiero co zdegradowanej ekipy „Górale” prezentowali się przyzwoicie, szczególnie w organizacji gry i intensywności. Największym problemem pozostawała skuteczność – sytuacje były, ale brakowało wykończenia. Dopiero wejście i trafienie Jewgienija Szykawki pozwoliło doprowadzić do remisu 1:1.
Patrząc całościowo, sparingi dają kibicom Podbeskidzia sporo powodów do optymizmu. Nowi zawodnicy szybko pokazali, że mogą realnie podnieść poziom drużyny, a rywalizacja o miejsce w składzie powinna być dużo większa niż w poprzednim sezonie. Oczywiście nadal jest nad czym pracować, przede wszystkim nad unikaniem prostych błędów w defensywie, bo na poziomie pierwszej ligi takie momenty często decydują o punktach.
Na dziś wydaje się jednak, że Podbeskidzie jest przygotowane na powrót do Betclic 1 Ligi. Wzmocnienia wyglądają na przemyślane, a zespół ma więcej jakości i możliwości taktycznych niż rok temu. „Górale” nie muszą być jedynie beniaminkiem walczącym o utrzymanie – przy odpowiednim wejściu w sezon mogą realnie celować w spokojne miejsce w środku tabeli i budować fundament pod kolejne lata.
Przewidywany skład
Bramkarz
No co tu dużo mówić. Po prostu lider. Konrad Forenc, na którego postanowiłem postawić to zawodnik, który swoją aparycją, mentalnością i piłkarskim CV jest nie tylko jednym z najlepszych piłkarzy Podbeskidzia, ale i integralną częścią szatni, która spaja i łączy. Przez swoje ostatnie dwa lata pełniąc rolę kapitana drużyny stał się ulubieńcem kibiców. Mimo tego, że zdarzają mu się błędy, jak choćby ten z Hutnikiem Kraków, to wziąć jest mocnym punktem na tej pozycji i nie wyobrażam sobie, by dużo mniej doświadczony Szymon Brańczyk miał zacząć spotkanie z Miedzią Legnica w pierwszym składzie.
Obrońcy
W tym zestawieniu postawiłem na trójkę z tyłu. Więc tak, jak grało Podbeskidzie w poprzednim sezonie i czuło się najlepiej mając do dyspozycji solidny materiał ludzki. Dlatego na pozycjach numer 3,4 i 2 postawiłem na Kamila Sochania, Marcina Biernata i Kacpra Gacha. Trójka stoperów grająca ze sobą w poprzednim sezonie najwięcej wydaje się być więc zgrana i najpewniejsza w graniu ze sobą. Owa mieszkanka stoperów to połączenie siły, solidności i waleczności po stronie Marcina Biernata z młodością, dobrym wyprowadzeniem piłki, mobilnością oraz byciem żołnierzem dla swojego trenera – Kamil Sochań i Kacper Gach. Uważam, że w tej formacji nie powinno być zmian, jednakże widzę możliwość, że w poniedziałek zobaczymy na lewej stronie defensywy Kasperkiewicza, który ma wystarczająco jakości i doświadczenia by wygryźć z składu Gacha.

Pomocnicy i wahadła
W obu tych sektorach boiska dojść może do rotacji. Główną przyczyną są z pewnością transfery, które w większości obejmowały drugą linię boiska. W środku pola postawiłem na Oskara Sewerzyńskiego, a więc naturalny uzupełnienie i wzmocnienie składu po odejściu Mateusza Kizymy. Pomocnik w przedsezonowych grach dał się poznać jako świetnie grający w destrukcji i idealnie zabezpieczający tyły podważał gdy reszta pomocników może skupić się na kreowaniu akcji z przodu. Wyżej, postawiłem na Wojtka Słomkę i Marcina Urynowicza. Etatowi pomocnicy w grze Marcina Włodarskiego, którzy obronili się dobrą grą w rundzie wiosennej. Uważam, że rozpoczną mecz od samego początku.
Na wahadłach miałem pewien dylemat z wyborem. Głównie ze względu na to, jak bardzo są to obsadzone pozycje. Z jednej strony mamy świetnego Krzysztofa Kolanko, który w Podbeskidziu był określany jako „Bielski Maradona” jednak nie trenował od początku okresu przygotowawczego z drużyną, ponieważ do końca nie było wiadomo gdzie będzie kontynuował swoją karierę. Z drugiej strony mamy jednak Tokiego Hirosawę, który po transferze z KKS-u Kalisz chce być częścią wyjściowego składu, a nie jedynie rezerwowym. Na lewym wahadle mając do dyspozycji dwóch podobnie grających zawodników, wybrałem jednak tego pierwszego. Zadecydowały głównie postawa boiskowa i staż w drużynie Marcina Włodarskiego.
Po drugiej stronie wahadła zdecydowałem się na Daniela Pietraszkiewicza. Najlepszy asystent poprzedniego sezonu drugiej ligi wydaje się być naturalnie lepszym wyborem i bardziej jakościowym, niż Maks Sitek. Pomimo, że z bronieniem ma mało wspólnego, tak uważam, że jest w stanie dać w ofensywie jeszcze więcej swojej drużynie.
Napastnicy
Tutaj bez niespodzianek. Wybiegany Oskar Tomczyk, czyli zawodnik od „czarnej” roboty, który swoją pracą pomaga zespołowi poprzez pracę w pressingu i swoją technikę jest w stanie dawać dużo w fazie gry bez piłki. Zaraz obok Tomczyka Lucjan Klisiewicz. Najlepszy strzelec Podbeskidzia w poprzednim sezonie to bez dwóch zdań piłkarz, który musi znaleźć się w pierwszym składzie. Bez wątpienia może dać drużynie sporo. Jego gra tyłem do bramki, fizyczność i wzrost są idealne do tego co chce i umie grać ekipa Marcina Włodarskiego.